|
13% frekwencji. Alarm! 2009-05-20 18:06
Artykuł ukazał się w VII numerze Liberte! Według najnowszych sondaży jedynie 13% Polaków zamierza zagłosować w nadchodzących wyborach do Parlamentu Europejskiego. 87% z nas nie jest zainteresowana tym, kto będzie reprezentował Polskę na forum europejskim. Jednocześnie członkostwo Polski w Unii Europejskiej popiera 82% mieszkańców kraju nad Wisłą. Czy my całkiem zwariowaliśmy? Postpolityczność jest pomyłką
Sobotni dziennik z 25 kwietnia 2009 szeroko podejmuje temat zjawiska postpolityczności, który triumfuje w polityce Francji Sarkozy’ego, Stanów Zjednoczonych Obamy czy też Polski Lecha Kaczyńskiego. Postpolityczności, czyli niejasnego zmieszania różnych idei i nurtów politycznych, swoistego liberalno–konserwatywnego populizmu, w który w sferze werbalno–medialnej jest w stanie zaoferować, każdej grupie społecznej i ideowej „coś miłego”. Robert Krasowski stawia tezę na temat postpolityczności: „to najlepsza z dostępnych metod wzmocnienia władzy w obecnej fazie demokracji”. Pochwala więc ją, uważa, że daje ona szansę na taką władzę, która da rządzącym siłę do przeprowadzenia niezbędnych reform. Założenie to niezwykle idealizuje sprawujących władzę, zakładając, że będą oni faktycznie zdeterminowani do wprowadzenia reform, mając w kieszeni poparcie społeczne zapewnione, nie dzięki poparciu określonego programu, ale sprawnej socjotechnice. Ale pomińmy ten aspekt. W kontekście ostatnich badań nad prawdopodobną frekwencją w nadchodzących wyborach należy zadać sobie pytanie czy postpolityczność de facto nie zabija demokracji? Jeśli rzeczywiście 87% Polaków nie poszłoby zagłosować w nadchodzących wyborach, dojdzie do niezwykle drastycznego zjawiska, w którym ogromna mniejszość zadecyduje o kształcie naszej delegacji do Parlamentu Europejskiego, a więc naszej wizytówki w Europie. Dlaczego Polacy nie są zainteresowani kształtowaniem swojej reprezentacji w Brukseli i Strasburgu? Stawiam tezę, że jedną z przyczyn jest postpolityczność dominującej dziś ekipy Donalda Tuska. Postpolityczność powoduje, że większość rozsądnych ludzi traci resztki wiary w to, że swoim głosem mogą kształtować bądź wspierać określone kierunki polskiej polityki. Podział polskiej sceny politycznej, w której gwarantowane zwycięstwo ma Platforma Obywatelska, a jedynym rywalem, jest niecywilizowany PiS, który powoli (i szczęśliwe) wypada z gry, powoduje że rozsądny wyborca swoim głosem nie jest w stanie opowiedzieć się za żadną z wizji politycznych. Wiadomo, że nie zagłosuje na PiS, to dla niego inny świat, z którym trzeba było walczyć, ale on odchodzi już w przeszłość. Może zagłosować tylko na PO, ale ten głos nic nie znaczy, bo nie jest już głosem przeciw PiS (zagrożenie wygasło), nie jest też głosem za jakąś polityką Polski, bo Platforma takiej polityki nie formułuje i nie ma zamiaru tego publicznie czynić. Jednocześnie przy prawie 60% poparciu dla PO i 83% poparciu dla Europy przeciętny wyborca może myśleć: „mój głos nic nie zmieni, jakoś to będzie”. De facto więc postpolityczność PO, wyeliminowanie z dyskursu publicznego dyskusji o programie i ideach, przy obecnym kształcie sceny politycznej w Polsce, może zaowocować obumieraniem demokracji i zaangażowania społeczeństwa w proces wyborczy. Paradoksalnie oczywiście postpolityczność, może się na Platformie bardzo szybko zemścić. Przy 13% frekwencji silnie zmobilizowany elektorat którejś z radykalnych partii może dość łatwo odnieść spektakularny sukces. Tylko czy wówczas PO będzie zdolne do wyjścia z impasu? Czy zda sobie sprawę, że jest od 1989 roku jedyną partią, która ma odpowiednią siłę i teoretycznie potencjał programowy do przeprowadzenia zasadniczych reform w kraju? Czy Donalda Tuska będzie stać na wyjście zza parasola postpolityczności? Więcej władzy dla PE
Oczywiście postpolityczność obecnego rządu oraz kształt sceny politycznej nie są jedynymi czynnikami, które owocują prognozowaną niską frekwencją. Bardzo ważny wydaje się być również stosunek Polaków do Unii Europejskiej, który w przeważającej większości, opiera się niestety jedynie na logice walki w Unii o interesy Polski. A Polska w Unii wydaje się być bezpieczna. Uzyskaliśmy status średniego, ale wpływowego Państwa w Europie, mamy zapewnione finansowanie inwestycji aż do 2013 roku, możemy po Europie podróżować, możemy również w niej pracować. Oczywiście jest to niezwykle złudny sposób myślenia. Przed Polską w Europie i przed samą Europą stoją fundamentalne wyzwania. Parlament następnej kadencji będzie kształtował i decydował o budżecie unijnym na kolejny tzw. okres programowania, czyli po roku 2013. Dość słusznie należy się obawiać, że kraje Unii w erze kryzysu nie będą chętne, aby dalej dotować takie kraje jak Polska. Polska nie ma szans na uzyskanie podobne skali dotacji co w latach 2007 – 2013, ale z pewnością czeka nas potężna batalia o to co uda nam się otrzymać. To fundamentalna kwestia. Drugą zasadniczą kwestią dla interesu Polski, będzie kształtowanie polityki unijnej wobec Europy Wschodniej, szczególnie wobec Ukrainy i Gruzji. Pamiętajmy, że wraz ze zmianą ekipy rządzącej w Stanach Zjednoczonych i objęciu prezydentury przez Baraka Obamę, polityka USA wobec Rosji zasadniczo się zmienia. Siła i autorytet naszych europosłów będą więc miały ogromne znaczenie, ponieważ tym razem będziemy musieli często występować bez wsparcia Ameryki. Będziemy potrzebować ludzi zdolnych do tworzenia sojuszy, przekonywania, rzeczowego argumentowania. Dlatego pozostawianie wyboru jedynie 13% społeczeństwa jest skrajnie nieodpowiedzialne. Niska frekwencja w całej Unii, a szczególnie w Polsce, jest też zapewne efektem zbytniego oddalenia zasadniczych, decyzyjnych instytucji unijnych od obywateli. Komisja Europejska, czyli rząd europejski nie jest wybierana wprost przez Parlament Europejski, a więc reprezentację obywateli. Komisję faktycznie wybierają rządy poszczególnych państw europejskich, czyli Rada Unii Europejskiej. Parlament Europejski jedynie zatwierdza jej skład i może odwołać ją większością 2/3 głosów. Parlament Europejski nie pełni, w skali Europy, funkcji tożsamych z funkcjami parlamentów krajowych. Demokratyzacja Unii, sprowadzenie systemu funkcjonowania jej zasadniczych instytucji do kształtu bliższego typowemu, demokratycznemu państwu, wydaje się być kluczem do przezwyciężenia alienacji społeczeństw względem Unii Europejskiej. Będzie to oddziaływać na wzrost frekwencji w wyborach europejskich również w Polsce. To szansa również na to, aby Polacy zaczęli myśleć nie tylko kategoriami walki o polskie interesy na forum europejskim, ale również zaczęli postrzegać wiele spraw w kategoriach interesu europejskiego, który w dłuższym okresie czasu będzie tożsamy z polskim. Nasz kraj powinien zatem wysłać do Brukseli i Strasburga reprezentację przygotowaną do skutecznego lobbowania za rozszerzeniem kompetencji Parlamentu Europejskiego i, co więcej, przekonanych do tej idei. Przy 13% frekwencji Polska może wysłać reprezentację niezdolną do skutecznego działania w tym zakresie. Co robimy dla podwyższenia frekwencji?
Niestety niewiele. Na wysokości zadania stają jedynie organizacje pozarządowe, organizując różnorodne kampanie pro frekwencyjne. W 2007 roku było to słynna i skuteczna kampania „Zmień Kraj, Idź na Wybory”, w tym roku ta sama reaktywowana koalicja rusza z projektem: „Pępek Europy”. Kampanią, która ma odwoływać się do emocji każdego z nas, do dumy z miejsca, w którym mieszkamy, gminy, która nie powinna być „ogonem” a „Pępkiem Europy” jeśli chodzi o frekwencję w wyborach. Więcej na temat kampanii można znaleźć na stronie: www.7czerwca.org.pl. Ciekawe działania rok rocznie prowadzi również inicjatywa Wybieram.pl, chociaż wydaje się, że w roku 2009 działań tej inicjatywy brakuje. Swoje kampanie prowadzą przedstawicielstwa Komisji Europejskiej i Parlamentu Europejskiego w Polsce. Organizacje pozarządowe stale zabiegają również u rządzących o różnorodne rozwiązania prawne, które mogłyby pozytywnie wpłynąć na uczestnictwo w wyborach. Instytut Spraw Publicznych, Fundacja Batorego, Integracja od lat zabiegały o zmiany w prawie wyborczym, które umożliwiłyby głosowanie przez pełnomocnika, co umożliwiłoby z kolei uczestnictwo w procesie wyborczym tysiącom osób niepełnosprawnych. Niestety Prezydent Kaczyński zawetowł zmiany w prawie wyborczym, nie pozwolił na dwudniowe głosowanie oraz skazał całą dużą grupę społeczną osób niepełnosprawnych na wykluczenie z procesów demokratycznych. Również różnorodne akcje prowadzone przez m.in. Polskę Młodych i Projekt: Polska promujące wprowadzenie w Polsce możliwości głosowania przez Internet, nie są podejmowane przez rządzących. Prognozy 13% frekwencji powinny zelektryzować opinię publiczną, a przede wszystkich liderów opinii. Niestety nie dostrzegam alarmu w mediach, specjalnych działań polityków, rządzących czy samorządowców. Nie dostrzegam również głębszej refleksji na temat przyczyn i możliwych konsekwencji tego stanu w Polsce. To straszne, że nawet polskie elity, poza światem organizacji pozarządowych, wydają się być pogodzone z rosnącą obojętnością społeczeństwa.
Tagi:
wybory, po, Europarlament, postpolityczność
Kategoria: Polityka
Komentarze (5)
Moralny koniec pontyfikatu Benedykta XVI. 2009-03-23 18:03
Komentarz ukazał się w VI numerze Liberte! (www.liberte.pl). Kamerun, Afryka Środkowa. To jeden z obszarów najdotkliwiej dotknięty przez epidemię AIDS. Papież Benedykt XVI, głowa kościoła katolickiego, władca sumień i czynów milinów ludzi, odwiedza wiernych. Spotkanie z reporterami, Benedykt XVI oświadcza: „AIDS to tragedia, która nie może być przezwyciężona samymi pieniędzmi, nie może być również przezwyciężona poprzez masową dystrybucję kondomów, które nawet zaostrzają problem”. Z perspektywy czasu dobitnie jest widoczne jak wielkim błędem dla kościoła katolickiego był wybór ultrakonserwatywnego Kardynała Ratzingera na następcę umiarkowanie postępowego Jana Pawła II. Benedykt XVI pogrąża kościół w pomieszaniu mroków średniowiecza oraz złowieszczego, nieludzkiego dogmatyzmu. Wypowiedź w sprawie AIDS to kolejny przykład skandalicznej wypowiedzi tego hierarchy. To wypowiedź skrajnie nieodpowiedzialna. 3/4 osób zarażonych wirusem HIV zamieszkuje obszar Afryki. AIDS destabilizuje życie całego kontynentu. W celu walki z AIDS należy użyć wszelkich możliwych metod, upowszechnienie używania prezerwatyw w krajach afrykańskich może w znaczącym stopniu przyczynić się do spadku zachorowań. Benedykt XVI nawołując do ich nieużywania, bierze na swoje sumienie miliony istnień ludzkich, które zabiera ze sobą ta straszna choroba. Zwykłą podłością jest, aby człowiek władający sumieniami milionów, w imię oderwanej od rzeczywistości doktryny religijnej, skazywał ich na cierpienie i śmierć. Kościół katolicki ma prawo namawiać do wstrzemięźliwości seksualnej jako jego zdaniem moralnego środka w walce a chorobą. Ale niech przynajmniej milczy w sprawie prezerwatyw. Choć milczenie tutaj również należy uznać za grzech zaniechania. To nie pierwsza sytuacja w której Benedykt XVI wprawia w osłupienie cały cywilizowany świat. Sprawa przywrócenia do łask kościoła odłamu lefebrystów (Bractwo Kapłańskie Świętego Piusa X), negujących osiągnięcia II Soboru Watykańskiego, wraz z jawnie antysemickim biskupem Richardem Wiliamsonem, to nawiązanie do najgorszych kart w historii kościoła katolickiego. Kościół Katolicki gwałtownie potrzebuje liberalnej odnowy. Wydaje się, że powinni zabrać głos w tej sprawie intelektualiści katoliccy oraz księża, którym leży na sercu przyszłość kościoła katolickiego. Bezmyślna wierność poglądom obecnego władcy Stolicy Apostolskiej może skompromitować wiele środowisk katolickich, którym należy się uznanie i szacunek.
Tagi:
aids, Kościół Katolicki
Kategoria: Polityka
Komentarze (9)
Polska to suma niedokończonych projektów. 2008-11-09 23:42
Zapraszam do lektury wywiadu jaki przeprowadziłem z nowo wybranym przewodniczącym Stowarzyszenia Projekt: Polska - Szymonem Gutkowskim. Wywiad ukazał się w IV numerze Liberte! - www.liberte.pl
Szymon Gutkowski: Na polskiej scenie politycznej od czasów Okrągłego Stołu, a w zasadzie od lat 80., od czasów internowań i stanu wojennego, występują stale ci sami aktorzy gry partyjnej. To, co się zmieniło, to smutny fakt, że najwybitniejsi ludzie z tamtego pokolenia nie są już aktywni w życiu publicznym. Nie żyją Jacek Kuroń i prof. Bronisław Geremek, w codziennym życiu politycznym nie uczestniczą już Lech Wałęsa czy Tadeusz Mazowiecki. W związku z tym przyszedł czas na tych, którzy w okresie przełomu bądź byli młodsi, bądź też byli aktorami drugo- lub trzecioplanowymi. Należy zadać sobie pytanie, czy taki stan faktyczny jest zły. Uważam, że jest negatywny z dwóch powodów. Po pierwsze, choć są oczywiście wśród tych osób postacie wybitne – i sądzę, że należy do nich chociażby premier Donald Tusk, to jednak odczuwa się obecnie brak wielkich osobowości i autorytetów. Po drugie, politycy od roku 1989 są zamknięci w budynku przy ulicy Wiejskiej, Alejach Ujazdowskich i w kilku gmachach ministerialnych. Tymczasem ludzie uczą się pracując, uczestnicząc w różnych sytuacjach, spotykając się z ciągle innymi osobami lub instytucjami. Wydaje się, że dzisiejsza klasa polityczna to społeczność, w której brakuje nowych inspirujących przykładów. Posłużę się przykładem polskich firm. Polskie firmy są zmuszone stale konkurować z firmami zachodnimi, w związku z czym niezwykle szybko się uczą. Nie mają innego wyjścia. Sfera biznesowa doszlusowała do standardów zachodnich bardzo szybko, ale nie zrobiłaby tego sama. Jeśli chodzi o scenę polityczną, to nie ma tu takiej konkurencji. Dlatego w polskim życiu publicznym obowiązują standardy zbliżone do tych sprzed 20 lat. Co byłoby więc najlepsze?
Sądzę, że rodzaj ewolucji, czyli zachowanie ciągłości – nie potrzebujemy rewolucji – ale również zmiana, której dziś nie ma. Z jednej strony jest potrzebny etos Solidarności, jednak z drugiej strony są potrzebni ludzie, którzy wniosą do życia publicznego nowy standard, nowy etos merytoryczny. Ludzie, którzy będą w polityce nie tylko po to, aby trzymać się władzy, ale po to, aby zmieniać, reformować kraj – i to zmieniać go szybko oraz odważnie. Potrzebujemy etosu dobrej roboty, której efekty można mierzyć. Nakreślając bardzo ogólnie cele tego nowego środowiska, mógłbym podsumować je stwierdzeniem: „ukierunkowanie na obywatela”. Obywatela, który powinien płacić niższe podatki, który powinien mieć efektywniejsze, szybsze urzędy i sądy, za niższe podatki uzyskiwać bardziej efektywną opiekę zdrowotną, lepsze szkolnictwo, lepsze drogi oraz autostrady. Wydaje się, że Polska bardzo skorzystałaby z takiej wymiany, z zasilenia sfery publicznej świeżą krwią, połączenia kontynuacji i nowości. Taka zmiana nastąpi tak czy inaczej, bo polscy politycy są coraz starsi. Pytanie, jak gwałtowna będzie to zmiana i kiedy się rozpocznie. A więc potrzebni nam są w sferze publicznej ludzie, którzy – mając inne doświadczenia – będą mieli więcej odwagi, aby wprowadzać w kraju niezbędne reformy. Ale czy to jest możliwe? Jak odnaleźć ludzi myślących takimi kategoriami? Czy dzisiejsza polityka, która polega na realizowaniu jednego celu – utrzymania się przy władzy, nie wyklucza tego? Pytanie, jak należy definiować politykę. Ja myślę o polityce jako o narzędziu do wprowadzania zmian, dalszej modernizacji kraju. Tylko to jest polityką. Wszelkie działania w sferze publicznej, które do tego nie prowadzą, są ułudą, chęcią utrzymania się przy władzy, a nie polityką. Jakie środowiska mogą doprowadzić do takiej zasadniczej zmiany myślenia? Sądzę, że takich nowych ośrodków zmiany polityki jest kilka. Po pierwsze, jest to tzw. generacja ’89 – czyli ludzie, którzy weszli w dorosłe życie w 1989 roku, w większości rozpoczynając pracę w biznesie, jako dziennikarze, naukowcy, raczej nie ludzie sfery życia politycznego. Dziś mają około 40-tki. To jest pokolenie, które gremialnie nie ma szans na wejście do świata polityki. Grupa ta jest zbyt głęboko zaangażowana w swoją pracę zawodową, we własne firmy. Jednocześnie jednak pokolenie to może stanowić ważne zaplecze ekspertów, doradców, to z niego wywodzić się mogą indywidualności, liderzy zmieniający sposób myślenia klasy politycznej. Nie do przecenienia może być wkład tej grupy ludzi z biznesu w życie publiczne. Grupy, która będzie przenosiła wzorce myślenia biznesowego, projektowego, myślenia kategoriami benchmarku, budżetu, zespołu, celu do często chaotycznego stylu pracy polityków. Może się to przysłużyć do implementacji biznesowych wzorców działania do sfery publicznej. Jakie jeszcze środowiska mogą wprowadzić pozytywne zmiany do polityki?
Wydaje się, że w sposób naturalny, gdy część elit politycznych przejdzie na emeryturę, nową generacją polityczną stanie się pokolenie, które dziś kończy studia bądź studiuje, pokolenie wyżu demograficznego. Chodzi jednak o to, żeby pokolenie to było do tej roli dobrze przygotowane. Myślę o pokoleniu wyżu demograficznego, ale należy podkreślić również rolę wracającej emigracji. To może być fala nowocześnie myślących wyborców, ale być może również grupa społeczników, którzy zarobili jakieś pieniądze i będą chcieli angażować się w wybory samorządowe, w działalność publiczną. Jest jeszcze trzecia grupa, która może być źródłem zmian – to bezpartyjni fachowcy, którzy pracowali w ministerstwach na stanowiskach dyrektorów czy wicedyrektorów departamentów. Niestety, co wydaje się ogromną szkodą dla kraju, ludzie ci nie są nigdzie „zebrani”, nie figurują w żadnej bazie danych ekspertów ani nawet w portalu społecznościowym, jak np. goldenline lub nasza-klasa. A przecież jest ich bardzo wielu, są takim rozproszonym i nieodkrytym zasobem Polski. Każdy rząd, nawet rząd Jarosława Kaczyńskiego, miał dużo bardzo kompetentnych osób, licząc od wiceministra w dół hierarchii – i myślę, że ci ludzie w dużej mierze są do „zagospodarowania” w misji modernizacyjnej Polski. Wielu z nich straciło nadzieję, że ich kompetencje okażą się jeszcze dla kogoś przydatne, część z nich odeszła, inni dalej pracują w ministerstwach. To jest trzecie źródło nadziei na zmianę. Pokoleniowo jest ono podobne do pokolenia ‘89, natomiast ma zdecydowanie inne doświadczenia. Czwartym komponentem naszej układanki jest cały świat organizacji pozarządowych, ludzi, którzy całą swoją karierę zawodową związali z działalnością publiczną i społeczną. Myślę, że są oni bardzo zniechęceni do polityki, do partii politycznych. Jednak gdyby poczuli nowy powiew zmian, gdyby pojawiła się nadzieja na nowy język dyskusji politycznej, na nowe twarze i przede wszystkim inną definicję słowa „polityka”, to wierzę, że byliby skłonni dołączyć, wesprzeć ten nowy modernizacyjny ruch. Gdzie zatem widzisz zasadnicze obszary, w których powinien działać ruch stworzony przez te cztery grupy? Jakie wyzwania strategiczne stoją przed Polską? Jeśli chodzi o wyzwania dla Polski, to widzę jedną sferę wewnętrzną i drugą zewnętrzną, europejską. Pierwszym i zasadniczym wyzwaniem jest dokończenie i przyspieszenie modernizacji Polski. Czyli przyspieszenie zmian, tak aby jak najszybciej dogonić najlepszych. Drugi obszar to wyzwania, które stoją nie tylko przed Polską, ale przed całym światem, którego jesteśmy częścią – i to częścią coraz ważniejszą dzięki obecności w Unii Europejskiej. Jesteśmy przykładem kraju, który generalnie przez ostatnie 20 lat modernizuje się zarówno w sferze gospodarczej, jak i w sferze społecznej. Oczywiście my w Projekcie: Polska uważamy, że Polska jest taką sumą niedokończonych projektów, że wiele rzeczy należy robić szybciej i lepiej. Z drugiej strony Polska ostatnich 20 lat jest jednak bezprecedensowym sukcesem, może być przykładem dla wielu nowo tworzących się demokracji. Czego należy podjąć się w sferze modernizacji?
Przede wszystkim reformy sfery gospodarczej: obniżenie podatków, liberalizacja rynku pracy, tak żeby było łatwiej ludzi zatrudniać, ale też zwalniać tych nieefektywnych. Im skuteczniejsza jest gospodarka, im szybciej się rozwija, tym perspektywicznie również więcej środków oczywiście będzie miało państwo. Kolejna kwestia to obszar edukacji. Wydaje się, że Polska, poza ludźmi, ma niewiele zasobów. Naszym naturalnym zasobem są ludzie, pokolenie wyżu demograficznego i nasze dzieci w przyszłości. Dlatego edukacja dla Polski jest absolutnie centralnym zadaniem. Powinniśmy być jednym z najlepiej wykształconych społeczeństw Unii Europejskiej. Dla środowiska Projektu: Polska obszar edukacji jest kluczowy. Państwo powinno być mniej kosztowne: należy szanować pieniądze obywatela, administracja powinna być ograniczona do absolutnego minimum. Wszystko, co może być prywatne, powinno być prywatne, oczywiście z zachowaniem minimum bezpieczeństwa państwa. A jaką rolę ma do spełnienia Polska jako członek Unii?
Jeśli chodzi o kwestie świata i Europy, to zdecydowanie w naszym interesie jest dalsze wzmacnianie Unii Europejskiej – w taki sposób, aby Europa była zdolna prowadzić wspólną politykę zagraniczną, tak aby była zdolna prowadzić wspólną politykę wojskową. NATO opiera się dziś na Ameryce – Europa musi odbudować swój potencjał. Trzeba cały czas tłumaczyć, że oddając część suwerenności dla Unii Europejskiej, zyskujemy wolność jako część silnego, dużego organizmu na mapie świata. Europa, moim zdaniem, miałaby szansę stać się dominującym graczem na światowej scenie – pod warunkiem że będzie silna i zjednoczona. Silna Europa to też lepsze życie dla mieszkańców Europy. Co Polska powinna robić wewnątrz Unii? Szczególnie jako nowy członek Wspólnoty, w perspektywie 20-letniej, powinna naciskać, aby władze Unii były jak najsilniejsze i zarazem jak najbardziej demokratyczne. Polska może wnieść do Unii wrażliwość na wszystkie kraje na świecie, w których panują systemy niedemokratyczne, gdzie ludzie mają gorzej niż w Europie. Nasze doświadczenie jest tutaj bezcenne. Doświadczenie, jak w pokojowy sposób można przechodzić od autorytaryzmu do demokracji. Okrągły Stół był wydarzeniem, które otworzyło nam drogę do obecnego dwudziestolecia. Musimy mieć jednak świadomość, że my z tej lekcji nie skorzystaliśmy w pełni. Polska jest niestety brutalnie podzielona co do oceny Okrągłego Stołu. Myślę, że te następne 20 lat powinny być między innymi poświęcone promocji idei Okrągłego Stołu w Polsce i za granicą. Promocji polskiej metody przechodzenia z autorytarnego systemu do demokracji. Kolejnym takim filarem i dumą Polski jest cały pakiet reform Balcerowicza. Polska ma więc dwa przykłady, które może niejako eksportować do innych krajów: przykład porozumienia politycznego i przykład twardych, ale skutecznych reform gospodarczych. To powinna być nasza recepta promowana wszędzie na świecie. Przejdźmy do spraw bieżących. W przyszłym tygodniu [25-26.10., wywiad przeprowadzony 18.10. – przyp. red.] odbędzie się kongres Młodego Centrum, który ma przekształcić organizację w twór o nowym charakterze. Wiem, że będziesz kandydował na funkcję przewodniczącego organizacji. W jaki sposób widzisz nowe stowarzyszenie, jak mógłbyś nakreślić jego cele? Projekt: Polska ma szansę na zbudowanie unikalnej platformy organizacyjnej, w której mogliby się odnaleźć ludzie młodzi (którzy częściowo traktowaliby naszą organizację jako taki „uniwersytet” rozwoju merytorycznego i warsztatowego), a także ludzie z pokolenia ‘89 – wszyscy, którzy mają pewne doświadczenie i będą chcieli się nim podzielić. Ludzie z pokolenia ‘89 mogliby tym samym spłacić społeczny dług wdzięczności za to, gdzie są dzisiaj i za to, co umożliwił im rok 1989, a jednocześnie wspierać tych, którzy w przyszłości mają szansę stać się liderami polskiego życia publicznego. Jestem przekonany, że to nam, starszym, dawałoby niesamowitą satysfakcję, że pomagamy kolejnemu pokoleniu, które może zmienić życie polityczne w Polsce. Pokolenie ‘89 mogłoby stanowić w jakimś stopniu zaplecze merytoryczne i finansowe młodych. Spotkanie i współdziałanie tych dwóch grup stanowi bardzo ciekawe rozwiązanie. Dziś mamy do czynienia z zaczątkiem takiego ruchu. Co jest siłą tego spotkania? Dlaczego organizacja jest w unikalnej sytuacji?
Ponieważ nie jesteśmy związani z żadną partią polityczną, nie żyjemy w świecie taktycznych ruchów. Należy pamiętać, że każda młodzieżówka albo organizacja okołopartyjna żyje życiem partii, a niestety polskie partie popełniają ten błąd, że absolutnie nie rozwijają się programowo. Cały kalendarz ich wydarzeń jest podporządkowany kalendarzowi dyskusji i kłótni wyborczych w parlamencie i mediach. Tymczasem my, nie będąc związani z żadną partią, możemy skupić się na celach długofalowych, na budowie środowiska. Możemy wspierać wszystkich polityków, którzy działają na rzecz modernizacji. Myślę również, że rząd mógłby być bardziej otwarty na dialog z taką niepartyjną formacją. Możemy stać się atrakcyjni dla tych wszystkich, którzy – chcąc działać publicznie – mówią „nie” obecnemu systemowi partyjnemu, robieniu „karier” w młodzieżówkach. Myślę, że jeśli osiągniemy sukces, to staniemy się również niezwykle atrakcyjną platformą dla ekspertów. Zarówno tych ministerialnych, bezpartyjnych fachowców, jak również ekspertów uczelnianych, ludzi, którzy piszą doktoraty z różnych aspektów życia gospodarczego, społecznego czy edukacji. Takie środowisko jak nasze, które stawia sobie cele modernizacji Polski, może być naprawdę skuteczną alternatywą. Wierzę w to, że dobre pomysły mogą być zaraźliwe i że pomysł plus lobbing to już ogromny krok ku temu, żeby udało się coś wreszcie zmienić. Naszym celem jest więc wspieranie reform. Jednocześnie nasze środowisko, nie będąc aktorem gry politycznej, może być świetną platformą działania dla ludzi, którzy są również w administracji publicznej, rządowej czy pracują na uczelniach, nie chcą być postrzegani jako politycy, ale z drugiej strony mają wiedzę bądź pasję i chcieliby przyczynić się do modernizacji państwa. Jakie zadania stawia sobie stowarzyszenie?
Celem organizacji na najbliższy rok powinno być doprowadzenie do sytuacji, w której wszyscy liderzy lokalni mają przestrzeń do działania oraz pełną motywację i zarażają tym swoich współpracowników. Powinniśmy zbudować takie reguły projektowe, które pozwolą ludziom w największym stopniu działać pod wspólną marką, które sprawią, że działanie w ramach naszej organizacji będzie dla nich bardziej atrakcyjne, ponieważ jest działaniem w ramach coraz bardziej znanej, ogólnopolskiej marki, niż działanie obok naszej organizacji. Organizacja stanie się taką prawdziwą organizacją dialogu w działaniu, w której nie będzie jedynie oczekiwania, że centrum „coś” zrobi, ale będą propozycje lokalne wychodzące z kół. Wówczas oczywiście centrum je wesprze, ale nie zrealizuje od „a” do „zet”. Jednocześnie centrum nie będzie uważane za „jakieś” centrum. ale za demokratyczną reprezentację ogólnopolskiej organizacji. Jaki jest plan działania?
Musimy przede wszystkim bardzo wzmocnić naszą strukturę i poprawić komunikację. Wykreować proste i szybkie procesy decyzyjne. Jeżeli to osiągniemy, to – biorąc pod uwagę liczbę tematów, jakie poruszamy, realizację ważnych projektów – nasza organizacja jak kula śniegowa zacznie przyciągać do siebie coraz więcej osób. Stanie się tak, nawet jeśli nie ogłosimy na razie wielkiej strategicznej wizji politycznej, do czego nie jesteśmy gotowi. Dobra energia, sensowne działanie są absolutnie zaraźliwe, podobnie jak demotywacja i zła energia. Pierwszy krok to wzmocnienie struktury, drugi krok – skuteczne realizowanie projektów i w projektach rekrutowanie nowych ludzi. Równolegle jest nam bardzo potrzebny rozwój merytoryczny. Musimy pisać, czytać, organizować debaty i seminaria, musimy zacząć być jednym ze źródeł życia intelektualnego w sferze politycznej. Musimy stawać się środowiskiem programowym, tutaj chociażby bardzo ważną rolę do odegrania mogłoby mieć Liberte!, ale nie tylko ono. Myślę, że czwartym bardzo ważnym aspektem jest kwestia skuteczności. Skuteczni będziemy wtedy, kiedy będziemy mieli dobrą współpracę z miastami i ich rozsądnymi samorządami, dobrą współpracę z niektórymi ministerstwami. Jest to nam potrzebne po to, aby prowadzić skuteczny lobbing tam, gdzie jest to dla nas ważne. Musimy więc również zająć się budowaniem dobrych sieciowych relacji z instytucjami i organizacjami pozarządowymi, aby nasze projekty nie były jedynie projektami medialnymi, ale potem zmieniały rzeczywistość. Interesują nas realne, a nie fikcyjno-medialne projekty. Z Szymonem Gutkowskim, prezesem Zarządu Fundacji Projekt: Polska, członkiem Zarządu Fundacji im. Batorego, przewodniczącym stowarzyszenia Projekt: Polska – rozmawiał Błażej Lenkowski
Kategoria: Polityka
Komentarze (2)
„Początek Historii” w Cchinwali. 2008-09-29 15:57
Artykuł ukazał się w III numerze: www.liberte.pl„To wskazuje na nowy rozdział w relacjach pomiędzy Rosją a Zachodem. Musimy być stanowczy wobec Rosjan w sojuszu z naszymi Europejskimi aliantami, tego typu zachowanie jest niedopuszczalne.” Barack Obama – kandydat Partii Demokratycznej na prezydenta USA.
„Akcja Moskwy zasługuje na potępienie ze strony całej społeczności międzynarodowej, Rosja musi zrozumieć, że jej agresywne łamanie prawa międzynarodowego przyniesie konsekwencje...”. John McCain – kandydat Partii Republikańskiej na prezydenta USA.
„Chyba nie da się uniknąć jakiegoś, zapewne tymczasowego i nieformalnego, porozumienia z Rosją co do poszanowania wzajemnych stref wpływów. Czegoś w rodzaju wymiany: Europa Środkowa dla Zachodu za Azję Środkową dla Rosji.” Wess Mitchell – dyrektor programowy Centrum Analiz Polityki Europejskiej w Waszyngtonie.
Liberał zwykle nie pisze o strachu i obawach lecz o szansach i nadziejach. Czuję się liberałem – chcę szukać szans w stosunkach z Moskwą... tylko czy w obecnej sytuacji w Rosji jest to racjonalne? Obawiam się, bo Rosja przegrała wojnę sama ze sobą. Rosja straciła historyczną szansę na wolność, jakiej nie miała od stuleci. Twarz kata rosyjskiej wolności to twarz Władimira Putina, twarz KGB. Rosja przegrała z upiorami swojej przeszłości. Cenę za to może zapłacić cały świat. Czy Cchinwali – stolica Osetii Południowej – stanie się symbolem „Początku Historii”, obalając piękną wizję Fukuyamy? Czy globalizacja, która miała być barierą dla agresywnych nacjonalizmów mocarstw okaże się bańką mydlaną – pękającą pod destrukcyjną, wojowniczą naturą autorytarnych przywódców? Nie wiem. Mam nadzieje, że nie.
Obowiązkiem liberała jest jednak racjonalizm i poszukiwanie szans. Niestety, racjonalizm wyklucza nadzieję na to, że nic więcej „złego” się nie stanie, a Gruzja to tylko chwilowy koszmarny sen ze starych czasów. Wyznaczenie nowych stref wpływów pomiędzy Zachodem i USA a Rosją może nastąpić szybciej niż nam się wydaje. Stany Zjednoczone nie wejdą w konflikt wojenny z Rosją. Retoryka amerykańskich polityków jest oczywiście ważna, ale prawdę można dziś usłyszeć nie od Obamy czy McCaina, ale amerykańskich analityków – takich jak cytowany na początku artykułu Wess Mitchell. Jeśli powróci zimnowojenna polityka wzajemnego szachowania się i odstraszania oraz konfliktu na peryferiach sytemu – Polska musi zrobić wszystko, aby być w obozie zachodnim i nie być obszarem peryferium. Rosja rozumie język siły. Doskonale wie, kiedy słowa Europy i USA to jedynie pusta retoryka, a kiedy konkretne działania Zachodu wyznaczają granice nie do przekroczenia. Barierami nie do przekroczenia są silne amerykańskie bazy i instalacje wojskowe. Dlatego świetnie stało się, że w Polsce powstanie część amerykańskiej tarczy antyrakietowej. Rosyjskie protesty nie wynikają z obawy przed tarczą – ona Moskwie nie zagraża. Rosjanie wiedzą, że oznacza to realny krok do trwałego związania Polski z Zachodem. Rosjanie nie traktują poważnie papierowych sojuszy, lecz obecność militarną armii USA. Jest więc szansa dla Polski, że nie obejmie jej mocarstwowa polityka Dimitrija Miedwiediewa: „Rosja, jak każdy inny kraj, posiada regiony, gdzie jej interesy są uprzywilejowane wobec innych państw. W tych regionach, gdzie historycznie mieliśmy serdeczne stosunki, historycznie specjalne relacje, będziemy bardzo uważnie działać i rozwijać przyjazne relacje z tymi państwami – naszymi bliskimi sąsiadami.” Tłumaczyć nie trzeba. To zdanie z wywiadu udzielonego niedawno przez rosyjskiego prezydenta dla BBC, jest jasno informacją dla USA – „odbudowujemy dawną strefą wpływów”. Dlatego Polska i USA powinny natychmiast doprowadzić do przeniesienia amerykańskich baz wojskowych NATO z Europy Zachodniej szczególnie z Niemiec do Polski i krajów bałtyckich. To jedyna gwarancja bezpieczeństwa przed rosyjską agresją. Co dalej z Gruzją?
Oczywiście Polska powinna być rzecznikiem interesów wolnego państwa gruzińskiego na Zachodzie, choć co do demokracji w Tbilisi można nieć wiele zastrzeżeń. Wydaje się jednak, że batalię o Gruzję już przegraliśmy. Niestety – ostatni szczyt Unii Europejskiej pokazał, że nasze możliwości są niewielkie. Zachód poświęcił integralność terytorialną Gruzji w obawie przed Rosją. Obawiam się, że następnym krokiem będzie obalenie prezydenta Micheila Saakaszwiliego przez kandydata prorosyjskiego. Saakaszwili może nie przetrwać kolejnych wyborów, w których dość łatwo będzie uświadomić Gruzinom, że dał się on nieodpowiedzialnie sprowokować Rosji, na skutek jego polityki Gruzja na stałe utraciła Abchazję i Osetię... a Zachód promowany przez Saakaszwiliego Gruzję porzucił. Następca przywódcy rewolucji róż odda Gruzję w rosyjską strefę wpływów. Cała uwaga na Ukrainę
Rozpadła się pomarańczowa koalicja na Ukrainie. Najbliższe miesiące mogą zadecydować o przyszłości Kijowa. Trzeba bić na alarm. Przegrana w nadchodzących wyborach prezydenckich Wiktora Juszczenki lub innego kandydata prozachodniego będzie oznaczać koniec aspiracji europejskich Ukrainy. Rosja – po tym co już stało się w Gruzji – nie zawaha się użyć wszelkich środków, aby w tych wyborach wygrał ich kandydat. Należy spodziewać się gróźb związanych z podziałem Ukrainy, zajęciem Krymu. Zachód nie może umywać rąk; musi z całą konsekwencją i wszystkimi środkami zaangażować się w sprawę ukraińską. To będzie wielkie pole starcia. Rosja pamięta słynną tezę, że mocarstwem globalnym jest tylko w połączeniu z Ukrainą. Oby USA również o tym pamiętały. Skończyć Irak
Ameryka musi niezwłocznie zakończyć swoją misję w Iraku. Zaangażowanie tak ogromnych sił i środków amerykańskich na dwóch frontach: afgańskim, który należy uznać za nieunikniony oraz irackim powoduje, że inne globalne potęgi jak Rosja doskonale zdają sobie sprawę z tego, że USA nie ma sił do kolejnego zbrojnego zaangażowania. Dopóki tysiące Amerykańskich żołnierzy będą strzegły bezpieczeństwa Iraku, Rosja będzie mogła bezkarnie reintegrować strefę postsowiecką i inicjować konflikty w strefach peryferyjnych systemu. ... a sprawa polska
Uważam, że powyższa analiza nie jest przykładem antyrosyjskich fobii, ale racjonalnej oceny obecnej sytuacji międzynarodowej. Polska powinna odegrać tutaj szczególną rolę, pokazując światu realne zagrożenia. Bardzo źle zatem stało się, że twarzą polskiej kampanii w sprawie Gruzji stał się prezydent Lech Kaczyński, który – co prawda mając rację w sprawie Gruzji – będzie kompletnie nieskuteczny. Zbyt ostro wypowiadał się podczas swojego słynnego rajdu do Tbilisi; co więcej, dotychczasową fatalną polityką wobec Unii Europejskiej zdyskredytował swoją osobę na Zachodzie. Polski rząd musi jednak znaleźć wyjście z tej patowej sytuacji. Artykuł ukazał się w III numerze: www.liberte.pl
Tagi:
rosja, Gruzja, Geopolityka
Kategoria: Polityka
Komentarze (0)
www.PokojwGruzji.pl 2008-08-21 21:16
Wystartowała nowa inicjatywa, której celem jest moblilizacja opinii publicznej w sprawie zapewnienia trwałego pokoju w Gruzji poprzez wywieranie presji na instytucje międzynarodowe. Zapraszamy na stronę www.pokojwgruzji.pl. Tutaj można złożyć podpis pod naszą inicjatywą. Organizatorami są Fundacja Projekt: Polska i Stowarzyszenie Młode Centrum. www.PokójwGruzji.pl
Pomóżmy zapewnić trwały pokój w Gruzji. Napiszmy do międzynarodowych instytucji. Tragiczna sytuacja w Gruzji wymaga rozważnego działania i stworzenia trwałych rozwiązań, które będą w stanie zagwarantować pokój u naszych kaukaskich przyjaciół. To odpowiedzialne zadanie dla wszystkich Europejczyków, a w szczególności Polaków. Gdzie widzimy problem? Jedną z zasadniczych przyczyn, które doprowadziły do tragicznej wojny na terenie Gruzji były decyzje społeczności międzynarodowej. Od pierwszej połowy lat 90tych w gruzińskich prowincjach Osetii Południowej oraz Abchazji, jako międzynarodowe siły pokojowe stacjonowały wojska rosyjskie. Organizacja Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie, Organizacja Narodów Zjednoczonych oraz Unia Europejska sankcjonowały stan prawny, w którym mandat sił pokojowych posiadała jedna z faktycznych stron konfliktu. Jak zapewnić pokój w Gruzji? Konflikt zbrojny na taką skalę nie byłby możliwy gdyby na terenie Osetii Płd. i Abchazji stacjonowały silnie, międzynarodowe siły pokojowe złożone z oddziałów państw neutralnych wobec konfliktu. Niezależnie od wszelkich rozwiązań politycznych na tereny Osetii Południowej oraz Abchazji muszą wkroczyć neutralne wojska pokojowe, posiadające mandat OBWE i ONZ, które trwale zagwarantują bezpieczeństwo ludności cywilnej. WEJDŹ NA STRONĘ PODPISZ SIĘ POD LISTEM DO OBWE, ONZ i UE. Organizacja Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie Rada Bezpieczeństwa ONZ Rada Europejska Apel o wysłanie międzynarodowych sił pokojowych do Osetii Południowej i Abchazji Zwracamy się z apelem o pozbawienie wojsk rosyjskich mandatu sił pokojowych OBWE w gruzińskiej Osetii Południowej oraz mandatu ONZ w gruzińskiej Abchazji. Wojska jednego z Państw zaangażowanych w konflikt nie mogą mieć statusu rozjemców pilnujących pokoju. Uważamy za niezbędne wysłanie do Gruzji na terytorium Osetii Południowej oraz Abchazji neutralnych, międzynarodowych sił pokojowych. Utrzymanie obecnego stanu rzeczy uniemożliwia długofalowe rozwiązanie konfliktu w Osetii Południowej i Abchazji, nie służy autorytetowi OBWE oraz ONZ i powinno się spotkać ze zdecydowaną reakcją tych organizacji oraz Unii Europejskiej. Wojna w Gruzji pociągnęła za sobą setki ofiar (głównie cywilów) a tysiące zmusiła do opuszczenia swoich domów. Musimy zrobić wszystko, żeby się nie powtórzyła. Trwałe rozwiązanie konfliktu w poszanowaniu integralności terytorialnej Gruzji musi być strategicznym celem wspólnoty międzynarodowej.
Kategoria: Polityka
Komentarze (4)
Wstęp do polskiej strategii w Unii Europejskiej. 2008-08-13 19:41
Artykuł ukazał się w drugim numerze Liberte!: www.liberte.pl Zapraszam do lektury także innych artykułów Liberte! Ruszyły przygotowania Polski do objęcia prezydencji Unii Europejskiej w roku 2011. Jest to świetna okazja, aby polskie elity polityczne zaczęły myśleć strategicznie o roli Polski w UE. Jest to również odpowiedni moment na modyfikację perspektywy myślenia cechującego polską politykę zagraniczną – ze stricte egoistycznego, nakierowanego jedynie na cele Polski, na identyfikację z celami całej Unii, na myślenie o tym w jaki sposób Polska może przewodzić Unii. Stara zasada mówi, że najłatwiej jest budować swoją pozycję w danej grupie przejmując inicjatywę. Bardzo dobrą informacją dla Polski jest fakt objęcia stanowiska Pełnomocnika Rządu do Spraw Koordynowania Przygotowań i Przeprowadzenia Prezydencji Polski w UE przez Mikołaja Dowgielewicza. Szef UKiE to niezwykle rzetelna postać. Doskonale zna kulisy funkcjonowania instytucji unijnych, przez lata pracował z najlepszymi polskimi dyplomatami, w tym z prof. Bronisławem Geremkiem. Będzie w stanie dobrze przygotować Polskę do objęcia prezydencji pod względem organizacyjnym. Jednak kwestia polskiej strategii będzie leżała raczej w gestii decydentów Platformy skupionych wokół Donalda Tuska. Można więc mieć uzasadnione obawy, że strategia ta nie będzie wizjonerskim podejściem, dającym impuls dla Polski i całej Unii, lecz raczej skromną, dobrze skrojoną PR-owo strategią „kroczków”, strategią przetrwania, a nie zmiany. Warto więc budować grupę specjalistów, którzy opracują wizjonerską strategię dla Polski, a następnie grupę nacisku na rząd w tej sprawie. Strategia. Ale jaka ??
Zacznijmy od samego początku. Jaką wizję Unii Europejskiej może zaproponować Polska? Jakiej Unii Europejskiej chcemy? Uważam, że w jasnym polskim interesie leży, aby Unia była globalnym liderem ekonomicznym. W perspektywie lat wyścig gospodarczy, wyścig o wpływy, będzie odbywał się pomiędzy wielkimi potęgami takimi jak USA, Chiny, Indie, odradzająca się Rosja. Tylko skuteczna, nastawiona konkurencyjnie i rynkowo Unia Europejska będzie w stanie zmierzyć się w tym pojedynku i zwyciężyć. Pojedyncze kraje, nawet tak silnie jak Niemcy, mogą nie podołać temu wyzwaniu. Dlatego wizja Unii Europejskiej według Polski mogłaby brzmieć: „Unia Europejska globalnym liderem ekonomicznym”. To z pozoru banalne zdanie oznaczałoby zasadnicze przewartościowanie myślenia polskiej polityki zagranicznej, która niestety często przybiera krótkowzroczne nastawienie na grę typu „win – lose” z innymi członkami Wspólnoty.
Czy Polska może odegrać rolę w kształtowaniu Unii Europejskiej? Unii Europejskiej, która miałaby zmierzać ku zarysowanej wizji? Wydaje się, że tak. Nie widzimy ogromnej szansy jaka stoi przed Polską. Unia pogrążona jest w kryzysie. Paraliż związany z traktatem lizbońskim, brak chęci reform ze strony Francji (Wspólna Polityka Rolna), postawa Niemiec, które będąc faktycznym liderem Unii postępują w sposób niezwykle zachowawczy i wiele wiele innych przykładów. Unii brakuje nowej wizji, nowych celów, które pchnęłyby zrzeszone kraje ku silniejszej integracji i skuteczniejszej reformie systemu. Polska to kraj wciąż w Unii nowy, kraj ludzi energicznych i przebojowych, kraj który jest na tyle silny, aby móc wpływać na politykę Unii. Polska zarażając Europę wspólną wizją, wspólnymi nowymi celami, może okazać się kluczowym graczem na europejskiej arenie. A więc misją Polski w Unii Europejskiej powinno być promowanie i wdrażanie rozwiązań, pomysłów i projektów, które sprawią, że Unia stanie się globalnym liderem ekonomicznym. Droga do sukcesu
W jaki sposób Unia może przybliżyć się ku globalnemu prymatowi ekonomicznemu? Wydaje się, że zasadniczą rolę mogą odegrać trzy obszary:
Wdrożenie powyższych trzech zasad wydaje się być trudne, ale nie niemożliwe. Historia uczy nas, że zadania trudne staję się rozwiązywalne i wykonalne w obliczu zewnętrznych zdarzeń i zagrożeń. Im szybciej Unia zacznie działać, tym mniejsze poniesie koszty i wyrzeczenia. W pierwszym kroku niezbędne wydaje się, aby jedno z państw wzięło na siebie rolę rzecznika zmian. Powinno to być państwo, które nie będzie bało się zmian, państwo rządzone przez odważnych wizjonerów i świetnych dyplomatów, którzy będą potrafili budować koalicje wokół swoich pomysłów. Dziś nie ma pretendenta do tej roli. Jest to swoista, odwołując się do terminologii marketingowej, nisza rynkowa dla Polski. Ważną rolę mógłby w tym procesie odegrać minister spraw zagranicznych Radek Sikorski, który co prawda – jako konserwatysta – prawdopodobnie nie podziela wielu opinii przytoczonych przez niżej podpisanego, to zapewne ma cechy osobiste świetnego dyplomaty, człowieka zdecydowanego i odważnego, które są niezbędne do pełnienia roli rzecznika zmian. Jeśli Polska rozpoczęłaby rozwijać powyższy zalążek strategii natychmiast i wdrażać ją od nowego roku poprzez działania dyplomatyczne i szerokie kampanie społeczne, realnym wydaje się, że w 2011 roku, kiedy Polska będzie obejmować prezydencję w Unii, pierwsze kroki w realizacji trzech kluczowych obszarów dla reformy Unii będą mogły zostać podjęte. Należy też pamiętać, że z każdym rokiem wyzwania stojące przed Unią będą widoczne coraz wyraźniej, coraz łatwiej więc będzie poszukiwać sojuszników i stronników reform. Byłby to historyczny sukces Polski. Zapraszam do lektury II numeru Liberte! - www.liberte.pl
Kategoria: Polityka
Komentarze (2)
Liberte.pl Rusza liberalna Krytyka Polityczna. 2008-06-27 21:50
Liberté! to niezależny miesięcznik społeczno-polityczny. „Głos wolny wolność ubezpieczający”. Wystartowaliśmy w czerwcu 2008 roku, póki co wyłącznie w internecie, ale jeśli formuła jaką proponujemy naszym Czytelnikom okaże się interesująca będziemy myśleć o rozwinięciu także wersji drukowanej. Podstawowym credo Liberté! (co nie znaczy, że poniższa lista wyczerpuje nasze zainteresowania, poglądy i zakres podejmowanych tematów) będzie:
Oczywiście praktyka zweryfikuje założenia. O piśmie decydować będą ludzie w nie zaangażowani, powstające teksty, oczekiwania Czytelników. Zdajemy sobie sprawę, że nie każdy szuka w Internecie intelektualnych podniet. Liczymy też jednak, że wysoko postawiona poprzeczka nie zniechęci wszystkich, a niektórych wręcz zmobilizuje do podjęcia ciekawych dyskusji. Internet świetnie służy wymianie opinii. Zachęcamy do komentowania tekstów, nadsyłania polemik i własnych artykułów. Nie zamykamy się w wieży z kości słoniowej, chcemy usłyszeć co Państwo mają do powiedzenia, nawet, a raczej w szczególności, kiedy będą to głosy krytyczne. „Kiedy ludzie są tego samego zdania co ja, mam zawsze wrażenie, że się pomyliłem” – pisał Oscar Wilde. Zapraszam serdecznie do lektury. Zapraszamy na stronę www.liberte.pl. Leszek Jażdżewski, redaktor naczelny. Błażej Lenkowski, wydawca.
Kategoria: Polityka
Komentarze (4)
Platformo co dalej? 2007-10-22 22:12
Ostatnie dwa lata na polskiej scenie politycznej to okres stracony. Władzę w Polsce przejęły siły polityczne, których odpowiedniki w krajach demokracji ustabilizowanej odgrywają marginalną rolę. Siły, które stanowiły ogromne zagrożenie dla całego procesu reform jaki postępuje w Polsce od 1989 roku. Dlatego też zwycięstwo Platformy Obywatelskiej należy przyjąć z ogromną ulgą, będzie lepiej niż przez ostatnie dwa lata. Pytanie czy będzie dobrze?
W sytuacji w której udało się odsunąć od władzy ludzi, którzy nigdy nie powinni jej w naszym kraju sprawować, należy wrócić do racjonalnego, a nie plebiscytowego myślenia i na nowo zdefiniować sytuację w której znalazła się Polska. Lata 2007 – 2013 w związku z ogromnymi transferami finansowymi z funduszy strukturalnych Unii Europejskiej, pełnym otwarciem rynków europejskich, mogą być bezprecedensowym okresem rozwoju Polski. Swoistym kołem zamachowym, które sprawi, że kraj będzie szybko rozwijał się przez lata. Mogą ale nie muszą – kontynuacja obecnej polityki gospodarczej polegającej na umiarkowanym przejadaniu wzrostu, może być kontynuowana, co zaowocuje zmarnowaniem wielkiej szansy. Aby tak się nie stało potrzebna jest odważna polityka ekonomiczna, ukierunkowanie na ograniczenie deficytu budżetowego, obniżenie podatków, zmniejszenie wydatków państwa. Do naszego socjalistycznego państwa należy radykalnie wprowadzić więcej konkurencji, kontynuować prywatyzację, skomercjalizować służbę zdrowia. Zdecydowanie budować państwo, które daje obywatelowi przysłowiową wędkę, a nie worek kartofli.
Logika demokratyczna sprawia, że trudne reformy de facto można wprowadzać jedynie natychmiast po wyborach. Potem polityków paraliżuje strach przed następną elekcją. Świetny przykład tego jak należy postępować dał Nicolas Sarkozy, szybko i energicznie przystępując do reform we Francji. Czy Donald Tusk będzie miał odwagę brać przykład z Paryża? Będę trzymał za Platformę kciuki, jednak dotychczasowe doświadczenia związane z tą partią, każą raczej być pesymistą. Oby Platforma nie stała się znów niewolnikiem sondaży. Polsce nie wystarczy stagnacja pod sympatycznym przywództwem, Polsce potrzebne jest przyspieszenie gospodarcze. Cud gospodarczy jest realny, ale może zaistnieć tylko w przypadku odważnych reform.
Ale pytań o rządy Platformy jest więcej. Jak będzie wyglądała polityka zagraniczna PO? Czego należy spodziewać się w relacjach państwo – kościół? Czy Platforma postawi na rozwagę i współpracę w polityce wobec Unii Europejskiej czy dalej będzie szafować hasłami typu „Nicea albo śmierć”? Czy Platforma zdoła patrzeć poza perspektywę jednej kadencji rządów i będzie starać się zliberalizować i usprawnić Unię Europejską? Jak będzie wyglądał wpływ tzw. kościoła łagiewnickiego na rządy w Polsce. Platforma Obywatelska to w standardach europejskich typowa partia chadecka, co w połączeniu z polską „tradycją” wpływania kościoła na państwo, może nie wróżyć najlepiej.
Cóż wypada apelować o odwagę i racjonalność. Bardzo chciałbym, aby moje obawy się nie sprawdziły i zamiast „normalności” (rzecz jasna lepszej od PiS-katastrofy) Polska otrzymała realną zmianę na lepsze.
Kategoria: Polityka
Komentarze (1)
Kaczyński oszukał Łodzian. 2007-06-06 00:15
Jednym ze zjawisk, które w straszliwy sposób niszczą zaufanie do władzy i które osłabiają aktywność obywatelską oraz demokrację w Polsce, są cyniczne kłamstwa wyborcze polityków. Jarosław Kaczyński bez żadnych skrupułów zaśmiał się Łodzianom prosto w twarz, zadrwił z ich naiwności. Jarosław Kaczyński - człowiek, który sprawiedliwość i uczciwość wnosił w swojej propagandzie na sztandary...
Sprawa dotyczy przebiegu drogi szybkiego ruchu S8, łączącej m.in. Wrocław z Warszawą. Premier Kaczyński w czasie wyborów samorządowych, wspierając popieranego przez PiS, kandydata na prezydenta Łodzi Jerzego Kropiwnickiego, obiecał, że S8 przebiegać będzie korzystnie dla Łodzi. Podkreślał, że wybór prezydenta, bliskiego partii rządzącej, zaowocuje wieloma korzystnymi rozwiązaniami dla miasta. Kropiwnicki wygrał, ale Kaczyński o obietnicach zapomniał. Obietnicach, którymi kupił zwycięstwo swojemu kandydatowi. S8 będzie przechodzić przez Bełchatów – taka decyzja została wydana przez rządową Generalną Dyrekcję Dróg i Autostrad w ostatni piątek. Stawia to Łódź, starającą się budować swój potencjał rozwojowy m.in. na klastrze logistycznym w niezwykle trudnej sytuacji. Łódź, wielka polska metropolia jest po raz kolejny wprost dyskryminowana.
Chciałbym jednak zwrócić uwagę, poza dyskryminacją Łodzi, na inny obywatelski aspekt tej sprawy. Na Zachodzie coraz popularniejsze są różnego typu inicjatywy społeczne realizowane pod hasłem „Watch – dog”, w których obywatele kontrolują swoją władzę. Rozliczają ją m.in. stricte z obietnic wyborczych. W Polsce pionierskie korki na tym polu stawia m.in. Fundacja Batorego. Idea ta jednak, wciąż nie jest popularna społecznie. A powinna. Uczmy polityków odpowiedzialności za słowo. Uczmy ich, że nie można, wiecznie obiecywać nam „3 milionów mieszkań” i innych bzdur – a my wyborcy zapomnimy o tym po miesiącu od wyborów. Kontrolujmy nasze władze.
Proponuję zacząć od takiego małego gestu. Proszę wszystkich czytelników o wysłanie do sekretariatu Pana Premiera, na adres: cirinfo@kprm.gov.pl, poniższego krótkiego listu, podpisanego imieniem i nazwiskiem.
Szanowny Panie Premierze,
Chciałbym wyrazić głębokie zaniepokojenie faktem niedotrzymania obietnicy do jakiej zobowiązał się Pan, podczas samorządowej kampanii wyborczej w Łodzi.
Łodzianie, wybierając Pana Jerzego Kropiwnickiego na urząd prezydenta miasta, z pewnością sugerowali się słowami Pana Premiera o korzystnym rozstrzygnięciu przebiegu drogi szybkiego ruchu S8 dla Łodzi. Ostatnie fakty jasno pokazują, że nie dotrzymał Pan słowa.
Byłbym zobowiązany gdyby Pan Premier udzielił mi odpowiedzi w tej sprawie. Niezwykle dziwi fakt tego, że człowiek który wnosi na sztandary swojej partii przyzwoitość, nie jest w stanie dotrzymać danego słowa.
Mam nadzieję, że czas okłamywania wyborców w Polsce się skończył.
Z poważaniem,
.............................
Tagi:
kaczyński, s8, Łódź, przyzwoitość
Kategoria: Polityka
Komentarze (12)
„Koniec Szamanów z Wprost”. 2007-05-25 00:30
Redakcja „Wprost”, okładką do wydania tegorocznego 21 numeru swojego tygodnika, zatytułowaną „Koniec Szamanów” ostatecznie dowiodła, że to koniec tygodnika „Wprost”. Tygodnika aspirującego do miana wiodącego czasopisma opinii w Polsce. Dziś „Wprost”, od strony retoryki politycznej, znalazł się niebezpiecznie blisko „Faktu”. "Wprost" = "Fakt".
To koniec Szamanów z "Wprost". Czara kompromitacji się przelała. Czasopismo opinii musi starać się przynajmniej, zachowywać zasady wiarygodności i odnoszenia się do faktów. Można różnie oceniać działania Tadeusza Mazowieckiego, Adama Michnika oraz Bronisława Geremka. Popełnili też wiele błędów, czego efektem jest rządząca dziś Polską koalicja. Jednakże porównanie ludzi, którym Polska zawdzięcza pokojową transformację, wolność i demokrację do szamanów, rzucających uroki na lud, jest po prostu bezczelne. Jest tanim chwytem marketingowym, podnoszącym sprzedaż tygodnika. Dokładnie jak w "Fakcie". Byłem dość regularnym czytelnikiem „Wprost”, szanując tytuł za wiele artykułów, szczególnie z dziedziny ekonomicznej, popularnonaukowej czy też historycznej, zwykle nie zgadzając się z jego linią polityczną. Tym razem jednak „Wprost” ostatecznie stracił u mnie, jak i zapewne u wielu czytelników, resztki szacunku oraz wiarygodności.
Pod populistyczną okładką kryje się tu jeszcze groźniejsza treść. Publicyści „Wprost” nie odnosząc się już bezpośrednio do wyżej wymienionych polityków, snują rozważania zmierzające do jednego wniosku – autorytety nie są do niczego potrzebne. Podobno odbierają zdolność samodzielnej i trzeźwiej oceny rzeczywistości. Uważam prof. Bronisława Geremka za autorytet, dostrzegam jednak błędy, jakie w mojej ocenie popełnia. Sztandarowe to wewnątrzpartyjna wojna z KLD, która doprowadziła do rozbicia Unii Wolności, lub trwałe przystąpienie Demokratów.pl do koalicji Lewica i Demokraci po wyborach samorządowych. Ludzie potrzebują autorytetów, aby się uczyć, nie są jednak bezmyślni, analizują i wyciągają własne wnioski. Świat bez autorytetów, to świat ubogi intelektualnie. To ponad przeciętne jednostki wyznaczają trendy w dyskusjach, wskazują drogi rozwoju i linie sporów.
Autorytety, oczywiście powinny być poddawane krytyce, ale rzetelnej, nie rodem z "Faktu" i "Wprost". Na to nie pozwala dobry smak.
Tagi:
wprost, tabloid, fakt, szamani :)
Kategoria: Polityka
Komentarze (9)
Najnowsze wpisy
Najnowsze komentarze
2011-06-30 15:26
pożyczki bez sprawdzania BIK do wpisu:
13% frekwencji. Alarm!
Ideały sięgnęły chodnika o ile kiedyś w ogóle były... Liczą się pieniądze.
Kategorie Bloga
Moje linki
Archiwum Bloga
|